piątek, 30 sierpnia 2013

Five.

"Była bez wątpienia wyjątkowa.."


Justin's POV:

Siedziałem u mojego kumpla przy barze stukając palcami o blat. Wziąłem jeszcze łyka mocnej whisky i głośno odstawiłem kieliszek. Przesuwałem wzrokiem po imprezujących szukając tej zajebistej dziewczyny. Ma na imię chyba Selena. Ona jest taka...pociągająca. Te oczy,usta,jej delikatne i słodkie ciało...ech...wszystko jest takie cholernie idealne i dopasowane. Aż trudno uwierzyć,że zaliczyłem już tyle dziewczyn a żadna jeszcze aż tak mi się nie spodobała. 

-Kurwa,no gdzie ona jest?-warknąłem sam do siebie i poderwałem się z miejsca. Wyszedłem z ogromnego salonu i dopadła mnie kolejna chmura dymu tytoniowego. Zacząłem jej szukać po całej willi,jednak za cholerę nie mogłem jej znaleźć. Zbiegłem pędem po schodach i wpadłem do kuchni.

-Co tu się kurwa dzieje? -spytałem gdy tylko moja noga przekroczyła próg wspomnianego pomieszczenia. Tam zastałem kilka facetów,których ledwo co kojarzyłem. Rozejrzałem się a na środku leżała ta dziewczyna. Jej włosy były roztrzepane,leżała na ziemi zwinięta w kulkę a jej sukienka była strasznie pognieciona.
-SEL!-wrzasnąłem momentalnie i podbiegłem do dziewczyny. Złapałem ją mocno w tali i podniosłem ją do pozycji siedzącej. Dziewczyna była wyraźnie zdezorientowana. Spojrzałem na jej twarz. Była trupio blada i miała wielkie wory pod oczami jednak i tak była nieskazitelnie piękna. Powoli podniosła rękę z ziemi i poprawiła swoje włosy. Wściekły poderwałem się z ziemi a Selena w tym momencie znowu opadła bezwładnie na ziemię. Jeżeli to co ja myślę to prawda to kurwa nie ręczę za siebie. Dopadłem pierwszego lepszego z nich i rzuciłem nim o ścianę. Reszta zaczęła się do mnie zbliżać jednak miałem to w nosie. Byłem taki wkurzony,że chciałem tylko im wszystkim przywalić za to,że którykolwiek z nich śmiał ją tylko dotknąć. Co się ze mną u licha dzieje? Dlaczego mi na niej tak bardzo zależy? Czyżbym ja się...? Nie! To idiotyczne! Justin Bieber przecież nigdy się nie zakochał i się nie zakocha! Jestem przecież tylko typem imprezowicza,który wyrywa tylko laski po kolei tylko po to,żeby się z nimi przespać,nie nadaję się do stałych związków! Nie mam żadnych uczuć wyższych,taka jest niestety smutna prawda. Dopadłem tego idiotę złapałem go za przód koszuli i jeszcze raz rzuciłem nim o ścianę. Przystawiłem mu do ryja zaciśniętą pięść.
-Co jej zrobiliście?!-wysyczałem przez zaciśnięte zęby.
-Wyluzuj chłopie..-mruknął. Był całkowicie najebany,jeszcze raz rzuciłem nim o ścianę. 
-Pytam się co jej zrobiliście!-warknąłem na cały głos.
-Wciągała nosem i trochę przesadziła,Boże...wyluzuj chłopie...
-I wy jej na to pozwoliliście?! Popierdoliło was?!
-Sama chciała..
-Akurat,już to widzę...spierdalać mi stąd!-zacząłem wszystkich wywalać z kuchni i kiedy wreszcie uporałem się z ostatnim znowu podbiegłem do dziewczyny. Ponownie złapałem ją za biodra i podniosłem ją. Zachwiała się,jednak w porę zareagowałem i mocniej ją objąłem. Wyszło tak,że wylądowała na moim torsie. Nasze twarze dzieliły zaledwie kilka centymetrów. Jej policzki nabrały odcieniu delikatnej brzoskwini. Była taka urocza,że aż mi się lżej na duszy zrobiło. Po plecach przeszły mnie dziwne dreszcze. Po chwili speszona spuściła wzrok i próbowała się podnieść jednak i tym razem jej się to nie udało. Naprawdę musiała z tym przesadzić. Sam wstałem z ziemi i podałem jej ręce. Kiedy je chwyciła mocno podciągnąłem ją do góry i wreszcie stanęła na własnych nogach. Znów staliśmy w dość krępującej pozie. Byliśmy stanowczo za blisko siebie. Pomiędzy nami nie było żadnego odstępu. Jej delikatne ręce spoczęły na moim torsie,a moje ramiona oplotły jej talię. Spojrzała mi w oczy i delikatnie się uśmiechnęła. Nie mogłem już dłużej wytrzymać więc uchyliłem się i musnąłem jej magiczne wargi. Dotknąłem ich zaledwie w ułamku sekundy a i tak już byłem w stanie poczuć ich smak. Był nieziemski. Jeszcze żadna nie miała takich cudownych ust jak ona. Była bez wątpienia wyjątkowa. Oblizałem wargi chcąc jeszcze raz poczuć ten słodki smak. 
-Dziękuję.-wyszeptała,a jej rumieniec nabrał wyraźniejszych kolorów.
-Nie ma za co.-szepnąłem jej do ucha,a następnie odgarnąłem kosmyk włosów,który przed chwilą opadł jej na twarz. Spojrzała mi jeszcze raz w oczy i chwiejąc się zaczęła iść w stronę wyjścia. Ruszyłem za nią i złapałem ją za nadgarstek. 
-Poczekaj.
Dziewczyna odwróciła się i spojrzała na mnie z zapytaniem w oczach.
-Przejdziemy się? To Ci dobrze zrobi.
Selena z uśmiechem pokiwała głową. Również się do niej uśmiechnąłem i obejmując ją w pasie,aby nie upadła wyprowadziłem ją z budynku. Weszliśmy na jedną z alejek parku i zaczęliśmy spacerować. Wyglądało to pewnie tak jakbyśmy byli parą. Niestety my nawet się w ogóle nie znamy,jednak ja wiem jedno. Nigdy nie pozwolę jej cierpieć. Nigdy jej nie wykorzystam,nie zranię. Nie wybaczyłbym sobie do końca życia gdyby wylała przeze mnie chociaż jedną łzę.
-Oddychaj głęboko.-poleciłem jej z uśmiechem a ona jak na rozkaz zaczęła brać głębokie i wolne oddechy. Sam też zacząłem głęboko oddychać rozkoszując się nie tyle zapachem natury,co zapachem jej niesamowitych perfum,były cudowne tak samo jak ona.
-Lepiej Ci?-spytałem kiedy przeszliśmy już spory kawałek drogi. 
-Tak,o wiele lepiej. Dziękuję.-odpowiedziała.
- Nie ma za co..usiądziemy?-spytałem wskazując na małą ławeczkę stojącą pod wielkim dębem.
Brunetka z uśmiechem pokiwała głową i po chwili usiedliśmy razem na ławce.
-Mogę Cię o coś zapytać?
-Oczywiście.
-Dlaczego to zrobiłaś?
-Bo...bo oni mnie do tego namawiali,a ja...ja nie chciałam wyjść na mięczaka...jak zwykle...nie chciałam robić kłopotu,przepraszam..-powiedziała ze skruchą a po chwili na jej policzku dostrzegłem malutką świecącą łezkę. Natychmiast czule ją otarłem.
-Rozumiem. Chciałaś czuć się doceniona,prawda?
-Dokładnie. Ty też tak miałeś?
-Tak...parę lat temu też tego spróbowałem,jednak nie było ze mną aż tak źle jak z Tobą.
Dziewczyna pokiwała głową ze zrozumieniem i zamyśliła się.
-Tak w ogóle...jestem Justin...wybacz,nie miałem okazji oficjalnie się przedstawić..
-Nic nie szkodzi. Miło mi Cię poznać Justin...ja jestem Selena,ale możesz mi mówić Sel lub Selly.
-Mi też jest bardzo miło. Tak więc Sel...możesz mi coś obiecać?
-Hmm...no dobrze,a co?
-Nigdy więcej tego nie bierz. Nawet nie wyobrażasz sobie co to za gówno..
-Dobrze...postaram się. 
Uśmiechnąłem się do dziewczyny i zamyśliłem się dość głęboko.

****

-To ja już będę szła..-powiedziała Sel i wstała z ławki tym samym wyrywając mnie z rozmyślań. 
-Poczekaj chwilę!-poderwałem się z ławki jak poparzony.
-Tak?-spytała odwracając się.
-Mogłabyś podać mi swój numer telefonu?
-Chętnie,ale nie mam kartki ani długopisu...-zaśmiała się dźwięcznie
Niby nic nie było w tym śmiesznego,ale jak słyszałem jej donośny i radosny śmiech aż samemu chciało mi się śmiać,czy to było normalne? Chyba nie do końca,ale chcąc nie chcąc również zacząłem się śmiać. Następnie wyciągnąłem telefon z kieszeni i podałem jej go.
-Wpisz mi tutaj swój numer.-powiedziałem puszczając jej oczko.
Zręcznie wstukała kilka cyfr i oddała mi moją własność. Zapisałem numer jako "Selly.<3" i schowałem komórkę do kieszeni.
-Zadzwonię do Ciebie.-powiedziałem z uśmiechem.
-Okej. Będę czekała.-odpowiedziała uśmiechając się uroczo.
-SELENA!!!!!!!-usłyszeliśmy z oddali czyjś krzyk.
Selena rozejrzała się po okolicy.
-Oj,wybacz Justin,muszę już iść,przyjaciółka mnie woła.
-Rozumiem...idź...do jutra,Selly.
-Pa,Justin. Jeszcze raz dziękuję. -powiedziała i nieśmiało musnęła mój policzek. No i znowu te dziwne mrowienie w karku. Chyba za dużo dzisiaj wypiłeś,Bieber...-skarciłem się w myślach.
-Pa.-odpowiedziałem po chwili jednak dziewczyna zdążyła już odbiec. Z uśmiechem na ustach odprowadzałem wzrokiem sylwetkę dziewczyny....


****

Cześć i czołem! ;*** A oto 5 rozdział. Tak wiem,strasznie się ślimaczę,ale chcę być w miarę zadowolona z tego co napiszę zanim coś opublikuję dlatego sprawdzam wszystko z 10 razy i zazwyczaj prawie wszystko poprawiam..mam nadzieję,że mi to wybaczycie. I bardzo proszę,żeby WSZYSCY którzy to czytają pozostawiali jakiejś komentarze,nie muszą być długie,wystarczy tylko jedno słowo lub nawet jakaś minka. To zajmie wam tylko parę sekund,a mi sprawi ogromną radość. Liczę na Was! ;***

Wasza MaDzIa.<33 ;***


CZYTASZ-KOMENTUJESZ.


wtorek, 20 sierpnia 2013

Four.

"Wyluzuj,mała..."


Od kiedy zobaczyłam tamtego chłopaka zupełnie nie mogłam się otrząsnąć. Cały czas przed oczami miałam twarz i przede wszystkim oczy tego chłopaka,Justina jak mniemam. To niewiarygodne,że on tak mnie omotał. Tylko przez 5 sekund utrzymywałam z nim kontakt wzrokowy a ja już nie jestem w stanie o nim zapomnieć. Jestem dziwna,co? 

Dopiero dzwonek przywołał mnie na ziemię. Z nieobecnym wzrokiem poszłam z Demi do klasy. Pierwsza była biologia. Yhh...jak ja nie lubię tego przedmiotu. Na co komu wiedzieć jak jest zbudowana komórka zwierzęca? Nie rozumiem tego,i zapewne nigdy tego nie zrozumiem. Weszłyśmy do klasy i zajęłyśmy naszą ławkę. Justin akurat siedział obok w środkowym rzędzie i miał skwaszoną minę. Wzruszyłam ramionami i w tym samym momencie weszła pani Thomson,czyli nauczycielka biologii i zarazem najgorszy nauczyciel w całej szkole. Potrafiła zrezygnować z prowadzenia tematu i przepytać całą klasę kiedy tylko ktoś się odezwał,dlatego cała klasa na tej lekcji siedziała cicho jak zaklęta. Rozpakowałam się i nagle przeszył mnie ciepły dreszcz. Takiego uczucia nie doznałam jeszcze nigdy w życiu. Nie wiedziałam skąd to się wzięło. Z braku nikotyny? Nie sądzę. Kiedyś wytrzymałam bite 6 godzin bez palenia i jedyne co odczuwałam to te cholerne wiercenie w żołądku. Niekontrolowanie spojrzałam w bok i mnie zatkało. Justin również patrzył na mnie i uśmiechał się lekko. Speszona szybko uciekłam wzrokiem w inną stronę. Nauczycielka zaczęła coś gadać i pisać coś na tablicy. Jednak ja nie byłam w stanie skupić się na lekcji. Byłam kompletnie rozkojarzona nawet nie wiem z jakiego powodu. Poczułam,że się pocę,a przecież w klasie była klimatyzacja a poza tym nie było dzisiaj gorąco. Serce biło mi trzy razy szybciej niż normalnie. Co się ze mną dzieje? Nigdy w życiu tak się nie czułam. Nagle mój wzrok znów powędrował na trzecią ławkę w środkowym rzędzie. Justin nadal patrzył na mnie z lekkim uśmiechem na ustach. Uśmiechnęłam się do niego,jednak natychmiast tego pożałowałam,bo odwrócił ode mnie wzrok i zaczął pisać coś na karteczce. Po chwili podał mi ją,jednak nie umknęło to uwadze Thomson,która natychmiast wezwała Justina do odpowiedzi. Ten jakby nigdy nic wstał z ławki i twardym krokiem zaczął iść w stronę tablicy. Kiedy przechodził obok mnie przejechał lekko ręką po moim ramieniu,a przez moje ciało ponownie przeszedł dreszcz tylko milion razy mocniejszy niż wcześniej. Zauważyłam,że Bieber uśmiecha się pod nosem. Czy on mnie podrywał? Niestety jest to całkiem prawdopodobne. Drżącymi palcami rozwinęłam karteczkę,którą mi podał.

Hej,piękna. Spotkajmy się po lekcji na dworze obok boiska do kosza.<3-przeczytałam w myślach i przełknęłam głośno ślinę. 
-Będzie ciekawie..-pomyślałam. 

****

Po lekcjach opuściłam wraz z Demi budynek szkolny. Zostałam zaproszona na imprezę,którą organizuje kumpel Justina. To w tej sprawie chciał się ze mną wtedy spotkać na tym boisku. Niechętnie zgodziłam się. Oczywiście pozwolił mi przyjść z Demi.  Miałam tylko jeden problem. Muszę uzyskać jakieś alibi,ponieważ mama za żadne skarby nie puści mnie na tą imprezę,no i jest jeszcze drugi problem. Oczywiście nie miałam się w co ubrać. Dosłownie. Żadne z moich łachmanów ani trochę nie nadawało się na żadną imprezę. Nie pozostaje mi nic innego jak wyżalić się przyjaciółce. 

-Dem?
-Hmm...?
-Słuchaj,bo mam taki mały problem,a właściwie to dwa problemy...
-Nie dam Ci papierosa..-mruknęła i odwróciła głowę w inną stronę.
-Nie o to chodzi!
-Taak? W takim razie o co?
-No o to,że..po pierwsze,nie wiem co mam powiedzieć mamie,a po drugie nie mam się w co ubrać na tą imprezę...
-Aa..o to chodzi,ale na szczęście masz genialną przyjaciółkę,która już wszystko zaplanowała.
-Hęę? Możesz wyrażać się jaśniej?
-No dobra,tak więc teraz idziemy prosto do mnie. Chata jest wolna aż do jutra bo rodzice z siostrami pojechali do dziadków i wrócą dopiero jutro ok.10:00. Twojej mamie powiemy,że nocujesz dzisiaj u mnie,a jeżeli chodzi o ciuchy to bez obaw. W szafie Dallas na pewno znajdziemy coś odpowiedniego.
-Demi..jesteś GENIALNA!-wrzasnęłam jak wariatka na całą ulicę i rzuciłam jej się na szyję. 
-Wiem.-przyznała z dumą moja przyjaciółka.

****

Kiedy doszliśmy do domu brunetki zadzwoniłam do mamy i zgodnie ze wcześniejszymi ustaleniami skłamałam,że nocuję dzisiaj w domu rodziny Lovato. Oczywiście mama zgodziła się. Na razie wszystko szło jak z płatka. Mam tylko nadzieję,że nic się nie wyda,bo mama by mi tego nie darowała. Ma wystarczająco dużo problemów z ojcem,więc po co mam dokładać do tego jeszcze swoje pięć groszy? Weszłyśmy do środka i od razu udałyśmy się do pokoju starszej siostry Dem. Otworzyłyśmy jej wielką szafę. Faktycznie,strojów jej nie brakowało. Zaczęłyśmy generalny przegląd szafy,aż wreszcie każda z nas znalazła tam coś dla siebie. Przebrałyśmy się w wybrane stroje oraz zrobiłyśmy sobie makijaż i fryzury. 

Mój zestaw wyglądał tak:
Natomiast Demi tak:




Kiedy skończyłyśmy owe przygotowania zaczęłyśmy przeglądać się w lustrze. Byłyśmy w pełni zadowolone z osiągniętego efektu. 

-Hohoho,Sell wyglądasz ekstra! Naprawdę dobrze Ci w czerwonym. 
-Dzięki Dem. Ty też wyglądasz super,naprawdę pasuje Ci kolor czarny.
-Spodobasz się Justinowi.
-Hęę? Czemu o nim wspomniałaś?
-No Sell...przestań. Przecież widzę co się święci.
-Przestań Demi. Za bardzo ponosi Cię wyobraźnia. Chodź idziemy bo zaraz się spóźnimy.
Chwyciłyśmy torebki,również pożyczone od Dallas wyszłyśmy z domu i udałyśmy się pod wskazany adres. Byłam strasznie podjarana sama nie wiem czym. Może to dlatego,że po raz pierwszy jestem zaproszona na mega imprezę,a nie na jakiejś denne przyjęcie urodzinowe dla dzieci. Miałam tylko nadzieję,że nie zrobię z siebie pośmiewiska. Po 20 minutach doszłyśmy pod wskazany adres. Już na zewnątrz było słychać mega głośną muzykę,a przez okna ulatniał się dym papierosowy. Kiedy tylko dotarł do moich nozdrzy poczułam w brzuchu znajome wiercenie. Jeżeli ja zaraz nie zapalę to nie wytrzymam. Zacisnęłam dłonie w pięści chcąc się opanować,jednak to nic nie pomagało. Dem zauważyła co się ze mną dzieje,ponieważ już po chwili poczułam jej dłoń na swoim ramieniu. Szybko zepchnęłam ją z siebie i bez pukania weszłam do budynku. Przerażona Demi wparowała tam zaraz po mnie. Akurat w korytarzu stał Justin ze swoim kumplem. Kiedy mnie ujrzał zagwizdał a ja poczułam,że moje policzki nabierają znajomych kolorów. Nic nie poradzę na to,że z natury jestem osobą wstydliwą. Szatyn paląc szwajcarskie cygaro podszedł do mnie i odgarnął mi włosy za ucho. 

-Wyglądasz...bardzo seksownie.-szepnął mi do ucha,a ja jeszcze bardziej się zawstydziłam.'
-Dzięki...ty...ty też..-powiedziałam jąkając się przy tym.
Chłopak uśmiechnął się lekko. Spojrzałam w bok,jednak nie ujrzałam Demi,zauważyłam,że już flirtuje z nią kumpel Justina,a jej najwyraźniej się to podoba. 
-Chcesz?-spytał Justin podając mi swoje cygaro.
-Mhm..-mruknęłam biorąc cygaro od chłopaka i po chwili zaciągnęłam się czarodziejskim dymem. Poczułam się taka rozluźniona jakbym przed chwila wyszła z jakiegoś mega odprężającego zabiegu w spa. 
-Smakuje Ci?
Nieśmiało pokiwałam głową na tak a chłopak się zaśmiał. Zaprowadził mnie do salonu gdzie  była reszta gości. Przedstawił mnie wszystkim i zaczęła się impreza. 

Bawiłam się znakomicie do pewnego momentu. Spora część towarzystwa gdzieś się zmyła więc postanowiłam pobawić się w detektywa i zaczęłam i szukać. Szukałam ich chyba dosłownie w całym pomieszczeniu,jednak znalazłam ich w ostatnim jaki sprawdziłam. W kuchni jak mniemam. Spora część chłopaków stała przy blacie i coś robiła. Podeszłam bliżej aby zobaczyć co oni robią. Na moje nieszczęście zauważyli,że im się przyglądam.
-Cześć laska,chcesz spróbować?
Dopiero teraz zauważyłam,że na blacie leży jakiś biały proszek. 
Chwiejąc się na wielkich szpilkach podeszłam bliżej.
-Wyluzuj,mała..-burknął pijany facet.
-D-d-dobra..
-Robiłaś już to kiedyś?
Pokiwałam głową na nie.
-Najwyższy czas zacząć. Nachyl się i po prostu weź wdech nosem. 
Przystosowałam się do tej rady,jednak wdech wzięłam chyba odrobinę za duży.
-Odważnie.-skomentował jeden z kolesi.
-Spróbuj jeszcze raz.-dodał inny.
Posłuchałam go bo nie chciałam wyjść na mięczaka. Wzięłam kolejny wdech. 
-Twarda.
Więc spróbowałam jeszcze raz. Tym razem chyba jednak przegięłam bo zaczęło ostro mi się kręcić w głowie. Złapałam się za nią jednak było już za późno. W oka mgnieniu runęłam na ziemię.
-Co tu się kurwa dzieje?-usłyszałam znajomy głos.-SEL!-usłyszałam krzyk i poczułam,jak silne ramiona obejmują moją talię...


******

Hej miśki! :D A oto obiecany wcześniej rozdział. Chyba mi nie wyszedł,ponieważ podczas tego wyjazdu wyszłam trochę z wprawy. Mam jednak nadzieję,że mi wybaczycie.<33

Tak więc czytajcie i komentujcie.

Trzymajcie się i do nn.<3

Wasza Madzia.<3 ;***




Czytasz-Komentujesz.







 

WRÓCIŁAM!!!!!

Hej kochani! <3 Piszę do Was,ponieważ wczoraj wróciłam ze swoich długich wakacji.:) Jestem już odpoczęta i postaram się dzisiaj dodać kolejny rozdział.:) Mam nadzieję,że jeszcze ktoś to czyta.;*



Pozdrawiam Was.<333

Wasza MaDzIa.<3 ;*

wtorek, 23 lipca 2013

Przepraszam! ;(

Przepraszam Was bardzo,ale niestety tymczasowo jestem zmuszona do zawieszenia bloga,ponieważ 25 lipca wyjeżdżam na wakacje i nie będzie mnie aż do połowy sierpnia.;( Bardzo Was za to przepraszam. Obiecuję,że jak wrócę to postaram się dodać trochę więcej niż 1 rozdział na tydzień.;) 

Jeszcze raz przepraszam i serdecznie pozdrawiam.;*****


Kocham Was! ;***

Wasza Madzia.<33 ;*

środa, 17 lipca 2013

Three.

Ja...ja się zakochałam...


Obudziłam się jak zwykle wcześnie rano chcąc jak najszybciej wyjść z domu. Spojrzałam na zegarek. Była godzina 6:00. Cholera,myślałam,że jest wcześniej. Czym prędzej wygrzebałam się spod kołdry i spojrzałam za okno. Pogoda była....przeciętna. Wiał lekki wiatr,na niebie snuły się szare chmury od czasu do czasu przepuszczając pojedyncze promienie słoneczne. Westchnęłam i po cichutku opuściłam swój pokój. Szłam na palcach,jednak moje starania poszły na marne. Podłoga była tak stara i zniszczona że pod wpływem najmniejszego ruchu skrzypiała. Drzwi do sypialni ojca były otwarte. Usłyszałam jak głośno mruczy i dosłownie zamarłam. Nie chciałam pod żadnym pozorem go budzić,ponieważ wczoraj wieczorem,tradycyjnie zasięgnął alkoholu. Na szczęście tylko się skrzywił i przewrócił na drugi bok. Odetchnęłam z ulgą. Dopiero teraz przypomniałam sobie,że zapomniałam wziąć z pokoju ubranie. Tak więc zawróciłam i ponownie wkroczyłam do pokoju. Podeszłam do mojej spróchniałej szafy i otworzyłam ją. Jak zwykle na widok starych,poszarpanych ciuchów skrzywiłam się. Niestety,ojciec całe oszczędności wywalił na alkohol i papierosy. Mama nie nadążała zarabiać. Ledwo co starczało nam na rachunki a co dopiero na jakieś porządne ubrania. Wyjęłam jakiś stary dres i adidasy. Nie miałam zbyt dużego wyboru. W szkole jak to  w szkole. Nikogo nie obchodzi moja sytuacja w rodzinie i zawsze jestem głównym obiektem żartów i kpin. Czepiają się mnie o wszystko. O to jak wyglądam,jak się ubieram,jak się zachowuję. Nikt nie chce ze mną przebywać ze względu na  mojego ojca alkoholika. Ja i Demi jesteśmy całkowicie odizolowane od reszty. Nikt nie chciał z nami rozmawiać i zawsze wszyscy omijali nas szerokim łukiem. Przyzwyczaiłyśmy się do tego,jednak mnie zawsze dziwiło dlaczego Dem też nie lubią. Owszem,miała ona w dzieciństwie problemy z nadwagą,ale czy to jest powód,aby kogoś od razu skreślać? Przerwałam swoje rozmyślania i po cichu przemknęłam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic,przebrałam się w swoje stare łachmany oraz związałam włosy w niesfornego kucyka. Nie macie pojęcia jak bardzo bym chciała poczuć się jak prawdziwa dziewczyna. Móc chociaż raz pomalować sobie paznokcie jakimś bajecznym lakierem do paznokci,móc chociaż raz pójść do fryzjera choćby na skrócenie włosów,już nawet nie wspomnę o zrobieniu pasemek,czy chociażby pójść do najprostszego sklepu z firmowymi ciuchami,a nie do lumpeksu,który od ostatnich 6 lat odwiedzam bardzo często. Inne dziewczyny mają to wszystko na codzień a ja mogę niestety o tym tylko pomarzyć. Wiążemy ledwo koniec z końcem i nie ma mowy o jakichkolwiek przyjemności. Kiedy byłam gotowa do wyjścia wyszłam z łazienki i wróciłam do pokoju. Spakowałam książki do plecaka,który był już na skraju wyczerpania. Ledwo co trzymał się w jednym kawałku. Westchnęłam i udałam się do salonu na palcach podeszłam do kredensu,na którym leżała niedawno otwarta paczka papierosów. Nie mogłam oprzeć się pokusie i zgarnęłam ją z półki. Czym prędzej spakowałam ją do plecaka. Weszłam do kuchni i wzięłam ostatniego batonika w rękę. Następnie wyszłam z domu i skierowałam się w stronę znienawidzonej przeze mnie szkoły. To nie jest tak,że ja nie lubię się uczyć. Lubię,nawet bardzo jednak chodzi mi o tych wszystkich uczniów. Co drugi na korytarzu się ze mnie śmieje,albo podstawia haka. To nie jest przyjemne uczucie. Ono jest okropne. Zawsze byłam poniżana i wyśmiewana i to zapewne nigdy się nie zmieni. Nie mogłam się już dłużej powstrzymać więc wyciągnęłam papierosa i zapalniczkę. Czym prędzej zapaliłam i zaciągnęłam się magicznym dymem,który w oka mgnieniu potrafił ukoić wszystkie moje nerwy. Powoli wypuściłam powietrze z płuc. Już byłam całkowicie wyluzowana. Nie obchodziło mnie co inni o tym myślą. Nagle zauważyłam Demi idącą w moją stronę. Nie była zbytnio zadowolona z tego co robię,no ale cóż. Kiedy już do mnie podeszła bez słowa nagle wyrwała mi papierosa z ręki,ugasiła go i wrzuciła do śmieci. Spojrzałam na nią z wyrzutem a ona najwyraźniej mnie olała. Z westchnieniem sięgnęłam do plecaka w celu wyciągnięcia kolejnego papierosa jednak nie mogłam go znaleźć. Przystanęłam na chwilę,zdjęłam plecak z ramion i zaczęłam szukać upragnionej paczki papierosów,jednak jak na złość nie mogłam jej znaleźć. Przeszukałam już cały plecak do ostatniej kieszeni i spojrzałam na Dem. Uśmiechała się pod nosem. No tak..już było wszystko jasne.
-Demi!-syknęłam wściekła.
-No co? Przecież obiecałaś,że już z tym skończysz..
-To nie jest takie proste...
-Wiem,ale od czegoś trzeba w końcu zacząć...
-Wydałam na tę paczkę ostatnie swoje kieszonkowe!
-Oj,tam nie dramatyzuj. Dzisiaj po szkole Ci ją sprezentuję,jednak to ja będę Ci je dawać tylko wtedy,kiedy będziesz na skraju wyczerpania. I nie licz na więcej niż dwa dziennie.
Spojrzałam na nią jak na wariatkę. Ona chyba sobie ze mnie żartuje. Przecież ja muszę zapalić minimum 5 papierosów dziennie,żeby nie zwariować..
-Żartujesz sobie ze  mnie?! Ja nie dam rady!
-Nie żartuję. Mówię jak najbardziej poważnie. Dasz radę,Sell. Jesteś silna. Wierzę w Ciebie.
Westchnęłam ciężko. Wiedziałam,że ona robi to dla mojego dobra i byłam jej za to naprawdę bardzo wdzięczna..nie wiedziałam tylko,czy dam radę sprostać jej oczekiwaniom...

****


Resztę drogi do szkoły przebyłyśmy w milczeniu. Weszłyśmy do budynku i czym prędzej udałyśmy się pod klasę. Udałam się z Dem do biblioteki,ponieważ chciała wypożyczyć jakąś książkę. Kiedy wchodziłyśmy do środka wpadł na mnie pewien chłopak,który najwyraźniej uciekał przed dziewczynami. Dziwne...nie kojarzę go. Pewnie jest nowy. Wpadł na mnie tak mocno,że aż upadłam na ziemię. On spojrzał na mnie spod byka,jednak pomógł mi wstać. Spojrzałam w jego oczy. Były wprost niesamowite. Można rzec..karmelowe,albo w odcieniu ciepłej czekolady. Od pierwszego wejrzenia utonęłam w nich bez pamięci. Uśmiechnęłam się lekko do nieznajomego,a on to odwzajemnił. Zdjął z głowy kapelusz a mnie dosłownie zamurowało. Oto przede mną stał najsławniejszy nastolatek na świecie- Justin Bieber. Po chwili jednak jakby obudził się z jakiegoś dziwnego transu i wybiegł ze szkoły bez słowa. Dziewczyny poleciały za nim a ja stałam nadal oniemiała w tym samym miejscu. Demi podeszła do mnie zaniepokojona..
-Sell...wszystko w porządku?
-Ja...ja się zakochałam..-wydukałam bez namysłu i dopiero po chwili dotarło do mnie co ja właśnie powiedziałam....


****

Hejka! :D Przepraszam,że taki krótki,ale nie umiem pisać zbyt długich rozdziałów. Mam nadzieję,że mimo wszystko rozdział się wam spodoba,chociaż mnie samej wydaje on się bardzo przeciętny,jednak opinia należy do Was.
Dziękuję za ostatnie 12 komentarzy. To mnie naprawdę mocno motywuje do dalszego pisania.;* Kocham Was! ;*
Ps. Dziękuję serdecznie za wszystkie nominacje do konkursu. Zebrało się ich naprawdę sporo i jestem zszokowana.;*
Pozdrawiam.;*
Wasza MaDzIa.<3




sobota, 13 lipca 2013

Two.



Udało mi się...nareszcie mi się udało...


Selena's POV:



Ze szpitala wyszłam dwa tygodnie później. Ręka nadal bolała mnie jak diabli,jednak postanowiłam nie narzekać,bo przecież to mogło się skończyć tysiąc razy gorzej. Będąc w szpitalu wiele razy rozmawiałam z Demi po kilka godzin dziennie i szczerze mówiąc nie wiem co bym bez niej zrobiła. Wiele razy proponowała mi przeprowadzkę do siebie,jednak ja nie mogłam się na to zgodzić,ponieważ wiedziałam,że moja mama byłaby wściekła. Tak więc w towarzystwie Dem i mojej mamy wróciłam do domu. To co tam zastałyśmy wprawiło nas w osłupienie. W domu panował jeden,wielki burdel,spowodowany pewnie przez ojca,jak zwykle będącym pod wpływem alkoholu. Westchnęłam ciężko. Kolejny dzień,który cały muszę poświęcić na sprzątanie tego syfu. Już powoli kończyły mi się zapasy sił,których dostarczyła mi moja przyjaciółka. Czy ja nigdy nie będę mogła żyć normalnie? Co ja takiego zrobiłam,że Bóg mnie tak nienawidzi? Rozmyślając o tym nagle poczułam na swoim ramieniu rękę mojej przyjaciółki. Odwróciłam się i ujrzałam jej wielkie,brązowe oczy przepełnione siostrzaną miłością,troską i współczuciem. Nic nie mówiąc po prostu przylgnęłam do niej całym ciałem. Tak bardzo się cieszyłam,że jest przy mnie. Bez niej na pewno już dawno bym się zabiła. Była jedną z nielicznych osób dla których ciągle żyłam. Brunetka objęła mnie i jeszcze mocniej przygarnęła mnie do siebie. Zauważyłam,że moja mama uśmiecha się pod nosem. Ona również traktowała Demi i Dallas jak własne córki. Wiedziała,że są one bardzo ważne. 
-Nie martw się,Sel. Pomogę Ci.-powiedziała z uśmiechem Dee.
-Nie,Demi...nie mogę Cię do tego zmuszać. Ja muszę to sama ogarnąć.
-Nie ma mowy. W twoim stanie to nie jest najlepszy pomysł. Ty może skocz na górę i weź sobie jakiś odprężający prysznic a ja z twoją mamą wszystko ogarniemy.
Chciałam coś powiedzieć,lecz mina mojej mamy zamknęła mi usta. Z westchnieniem udałam się na górę i weszłam do łazienki. To co tam zastałam wprawiło mnie w obrzydzenie. Kafelki były brudne od krwi,która zdążyła już zaschnąć a tuż obok ściany leżała również poplamiona krwią żyletka. Podeszłam do niej i podniosłam ją. Zaczęłam obracać ją na wszystkie strony sama nie wiem po co. Czyżbym znowu chciała to zrobić? NIE,nie,nie,nie...nie mogę tego zrobić. Przecież obiecałam to Demi. Nie mogę jej zawieść...po raz kolejny. Powolnym krokiem podeszłam do śmietnika nadal patrząc na srebrno-czerwony przedmiot. Stanęłam przy śmietniku i stałam przy nim z żyletką w ręku przez dobre dziesięć minut. Wahałam się. Co,jeśli kolejny raz wszystko mnie przerośnie i będę chciała się zabić? A co jeśli znów trafię do szpitala i tym razem Dem mi tego nie wybaczy? DOŚĆ. Muszę z tym skończyć. To pomyślawszy czym prędzej wyrzuciłam srebrny przedmiot do śmieci. Następnie osunęłam się po ścianie i z wielkimi oczami wpatrywałam się w ścianę. Udało mi się....nareszcie mi się udało...
Porzuciłam to gówno,mam nadzieję,że już raz na zawsze. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Był to dla mnie bardzo duży sukces. Wszystko zawdzięczam jednej osobie. Oczywiście mojej najlepszej przyjaciółce. Gdyby nie ona na pewno już dawno wpędziłabym sama siebie do grobu. Po chwili wstałam z ziemi i wzięłam długi prysznic. Kiedy spojrzałam na swoją rękę i zobaczyłam bardzo wyraźny,czerwony ślad po cięciu zrobiło mi się głupio..wstydziłam się samej siebie. Jak ja mogłam być taka głupia i ryzykować swoje własne życie? Najcenniejszy dar jaki otrzymaliśmy od Boga? Teraz byłam wdzięczna lekarzom za to,że mnie odratowali. Nareszcie obudziło się we mnie ziarenko nadziei. Wreszcie na moich ustach zagościł szeroki,szczery uśmiech,którego brakowało mi przez ostatnie 6 lat.....

****

Hej! :D Wiem,że rozdział krótki i bardzo Was za to przepraszam jednak musiałam skończyć w tym momencie no i jakoś tak wyszło.;x Mam jednak nadzieję,że ten rozdział Wam się spodoba. 
Czekam na Wasze opinie.;) PS. Dziękuję za ostatnie 10 komentarzy! Nie spodziewałam się aż takiej dużej liczby szczerze mówiąc. To dla mnie bardzo ważne. Mam nadzieję,że teraz będzie już tylko lepiej.
Pozdrawiam.;*

Wasza MaDzIa.<3

środa, 10 lipca 2013

One.

Obiecałaś,że więcej tego nie zrobisz...


Selena's POV:

Powoli podniosłam ociężałe powieki i od razu je zmrużyłam,ponieważ do mojej źrenicy przedostały się bardzo intensywne promienie światła. Zmarszczyłam czoło i jeszcze mocniej zacisnęłam powieki. Czułam się tak,jakby moją głowę miał rozwalić jakiś granat. W głowie miałam kompletny mętlik. Co się stało? Gdzie ja jestem? Czy ja nie żyję?-takie pytanie owładnęły moją głową. Czułam,że moje serce bije bardzo powoli. Po chwili odważyłam się ponownie otworzyć oczy. Tym razem udało się. Próbowałam się podnieść na łokciu jednak nie mogłam. Poczułam przeszywający ból w okolicach nadgarstka. Czułam się tak,jakby ta ręka zaczęła mi dosłownie płonąć żywym ogniem. Syknęłam zaciskając oczy i zęby. Miałam ochotę krzyknąć na cały głos. Poczułam,jak po moim policzkach spływają łzy bezradności. Nienawidziłam takich sytuacji. Kiedy jestem kompletnie bezradna,kiedy nie mam na nic wpływu,kiedy czuję się zupełnie do niczego. Ostatnimi czasy czuję się tak coraz częściej. Kiedy w domu są te wieczne awantury ja czuję się beznadziejnie. Jak ostatni tchórz. Jestem kompletnie bezradna. Widzę jak moja mama i siostra to przeraża,jednak ja też nie umiem przeciwstawić się Ojcu. W takim stanie jest zdolny do wszystkiego. Nawet do rękoczynów. Tak bardzo bym chciała,żeby to wszystko okazało się jedynie pieprzonym snem. Tak bardzo bym chciała być wreszcie szczęśliwa. Czerpać radość z życia,jednak jak widać nie jest mi to pisane. Najpierw bolesne zerwanie z Masonem-chłopakiem,którego naprawdę kochałam. Jednak on traktował mnie jedynie jako zabawkę i z dnia na dzień mnie zostawił. Tak po prostu. Nagle wszystko przekreślił i poleciał do innej. Wtedy mój świat runął w gruzach. Nie chciało mi się żyć. Czułam się beznadziejnie. To właśnie przez niego popadłam w liczne nałogi. Mianowicie zaczęłam coraz częściej nadużywać alkoholu,często upijałam się tak mocno,że trafiałam na odwyk. Kilka miesięcy później sięgnęłam po pierwszego papierosa. Spodobało mi się to,ponieważ po zapaleniu poczułam się o niebo lepiej. Wszystkie moje troski i problemy gdzieś się rozpływały. Czułam się taka...wolna. Wtedy czułam,że poradzę sobie ze wszystkim. I szczerze mówiąc miałam gdzieś,że nikotyna niszczy moje organy wewnętrzne jak to wszędzie o tym trąbią. I tak to się zaczęło. Używek zażywam aż do dziś. Potrafię zużyć dziennie 3 paczki papierosów,więc jest to całkiem sporo,wiem,że to jest wielkie gówno,ale nic nie poradzę na to,że nie potrafię tego rzucić. Pewnie sobie myślicie "No jak to nie potrafisz? Przecież to proste. Nie palisz i tyle". Nic z tych rzeczy. To jest trudniejsze niż się wydaje. Kiedy w odpowiedniej porze nie zapalę fajki staję poddenerwowana,rozdrażniona i czuję takie dziwne wiercenie w brzuchu czyli tzw. głód nikotynowy. Mam nadzieję,że kiedyś uda mi się wyjść z tego bagna. Nie wiem jak,nie wiem kiedy,ale mam nadzieję.

Rozmyślając o tym nawet nie zauważyłam kiedy w mojej sali zjawiła się pielęgniarka,która zaczęła zmieniać mi kroplówkę. Chyba nie zauważyła,że odzyskałam przytomność bo zupełnie mnie ignorowała. Postanowiłam się odezwać.
-Proszę Pani..-zaczęłam zachrypniętym głosem głośno odchrząkując 
Kobieta podskoczyła lekko jednak spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
-Witaj. Nareszcie się obudziłaś. Ale nam stracha napędziłaś..
-Co się stało?
-Nic nie pamiętasz?-zdziwiła się.
Pokręciłam przecząco głową.
-Próbowałaś popełnić samobójstwo poprzez cięcie się. Lekarze podczas reanimacji zauważyli,że masz dużo więcej takich ran,jednak ta była najgroźniejsza. Lekko nacięłaś główną tętnicę,co sprawiło,że straciłaś bardzo dużą ilość krwi. Naprawdę było groźnie,jednak twój stan już się poprawia.

Próbowałam popełnić samobójstwo? Znowu? Rany..to już powoli staje się nudne. Chyba już po raz dziesiąty to zrobiłam. W ciągu dwóch lat chyba byłam 6 razy w szpitalu poprzez podcinanie sobie żył. Reszta przypadków była bardzo łagodna i rany szybko się goiły. Czy ja kiedykolwiek się ogarnę? W sumie nie wiem dlaczego się cięłam. Mogę to jedynie wytłumaczyć tak,że to jak na razie jedyny sprawdzony sposób na wyładowanie swojego gniewu i...wstydu? Tak,to dobre określenie. Ale tym razem chyba naprawdę posunęłam się trochę za daleko. W końcu lekarze nie reanimują od tak. Musiało być ze mną naprawdę źle. Trochę żałowałam,że mnie uratowali. Gdyby sobie odpuścili zbędnej roboty zapewne już dawno byłabym gdzieś indziej. Gdzieś tam w tym nowym,lepszym świecie. Być może tam w końcu znalazłabym szczęście,a tak dalej jestem przytłoczona tym swoim beznadziejnym żywotem. To wszystko zaczęło mnie już powoli przerastać. Najpierw rozstanie z Masonem,później ten cały alkoholizm Ojca,wieczne awantury,problemy finansowe i na dokładkę wieczne docinki ze strony Green. 

Jeżeli chodzi o Ojca to wszystko zaczęło się 6 lat temu,kiedy utracił on swoją wymarzoną pracę. Wtedy całkowicie się załamał i nie pomogły nawet rozmowy z psychologiem. Dlatego też zaczął on sięgać po alkohol. Najpierw 1-2 piwa dziennie,jednak z czasem zaczął chlać coraz więcej i więcej. Aż doszło do tych wszystkich awantur,rękoczynów,wyzwisk. I tak jest do dziś i zapewne tak już pozostaje. Nawet nie zauważyłam jak po moich policzkach ponownie spływają łzy. Nie miałam już na nic siły.


Nagle do mojej sali wparowała moja przyjaciółka Demi. Wyglądała...hmm..dziwnie? Włosy miała potargane,makijaż rozmazany,ubranie dziwnie rozciągnięte a na jej twarzy malował się niepokój. Kiedy zobaczyła,że jestem przytomna strach ustąpił miejsca niesłychanej radości. Dee podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła. Lekko objęłam ją,ponieważ moja ręka nadal nie była w pełni sprawna. Poczułam,że moja przyjaciółka zaczyna drżeć a moja koszulka z tyłu zaczyna robić się mokra. 
-Nie płacz,Dee.-mruknęłam do jej ucha a ona jeszcze mocniej się rozkleiła. Przycisnęłam ją jeszcze mocniej. Bała się. Bała się o mnie. Było to urocze. Miło wiedzieć,że komuś jednak jeszcze na mnie zależy. Po 10 minutach wreszcie oderwałyśmy się od siebie,przyjaciółka zajęła miejsce na krześle obok mojego łóżka i mocno ścisnęła moją zdrową rękę. Nadal się o mnie bała. Czułam to.
-Sell,u licha coś ty sobie myślała?! Ile jeszcze razy masz zamiar narażać swoje życie?!
-Wybacz,Dem..ale ja już tak nie mogę. To wszystko mnie przerasta. Ja..ja nie mogę przestać. To jest silniejsze ode mnie.
-Obiecałaś,że więcej tego nie zrobisz...
-Demi,ale ja...
-Seliś,damy radę. Pomogę Ci jak tylko będę mogła. Możesz się nawet do nas wprowadzić,przecież wiesz,że moja mama traktuje Cię jak własną córkę i napewno się zgodzi.
-Demi,ale ja nie mogę. Nie mogę zostawić mojej matki i siostry z tym wariatem.
-Przecież oni też mogą się do nas przeprowadzić.
-Moja mama się nie zgodzi.
-Aha..czyli woli codziennie udzielać się z tym wariatem i płakać po nocach?
-Jak widać..
-Selena! Tak nie może być! Nie pozwolę,żebyś mieszkała z nim pod jednym dachem. Moja mama porozmawia z twoją mamą i wszystko będzie dobrze. Obiecuję Ci to. Tylko proszę,obiecaj mi coś.
-Co tylko zechcesz.
-Obiecaj mi,że już nigdy nie będziesz się cięła oraz wyjdziesz ze swoich nałogów. Pomogę Ci we wszystkim,kochanie.
-Obiecuję.-wyszeptałam i mocniej ścisnęłam jej rękę.
Zobaczyłam,że dziewczyna szeroko uśmiecha się a po jej policzku spływa jedna,samotna łza...


****

Hej! :D Oto 1 rozdział. Wiem,wiem..beznadziejny,no ale cóż. Nie mam zdolności pisarskich. Jednak mam nadzieję,że jeżeli ktoś to w ogóle przeczyta to spodoba mu się to. 

Jeżeli to czytasz to pozostaw po sobie komentarz,bardzo mi na tym zależy. ;)
Z góry dziękuję.<3

Pozdrawiam.;*
MaDzIa.<3